Dworzec w Giżycku mamy wyremontowany, ale przynajmniej dwie sprawy psują jego dobry obraz: jedna to zaniedbane tunele pod torowiskiem, należące do PKP, a druga to fetor, który czasem unosi się w dworcowej poczekalni.
Potwierdzają to przedsiębiorcy, którzy dzierżawią od władz miasta lokale użytkowe na I piętrze budynku dworca.
— Wielu klientów przychodząc do mnie zaczyna spotkanie od słów, że na dole strasznie śmierdzi — opowiada jeden z nich. — Nie jest przyjemnie słyszeć coś takiego o swoim miejscu pracy, ale jaki mamy na to wpływ? To sprawa miasta. Słyszałem już o takich przypadkach, że bardziej wrażliwe osoby z tego powodu rezygnowały z kupna biletu w kasie. Wolały to zrobić w pociągu, aby tylko nie wąchać takich zapachów. Normalny podróżny czeka na mrozie, bo w poczekalni przesiadują i śpią bezdomni.
Burmistrz Jolanta Piotrowska nie ukrywa, że to trudny problem. — Osobiście sprawdzałam poczekalnię w mroźny wieczór, ale nic niewłaściwego nie stwierdziłam — zapewnia Jolanta Piotrowska. — Jakiegoś strasznego fetoru nie stwierdziłam. Nie trafiłam widocznie na przedstawiane sytuacje. Mogę zagwarantować, że jeszcze raz zajmiemy się tą sprawą. Na początku zimy postanowiliśmy, że na noc ze względów humanitarnych nie będziemy zamykać dworcowej poczekalni, właśnie ze względu na podróżnych i różne osoby, które chciałyby się ogrzać. Teraz nie mamy wpływu jakie osoby spędzają tam czas. Czy mamy ludzi wyganiać na mróz? Problem jest trudny do załatwienia.
Pomysł jednego z przedsiębiorców, aby w niewykorzystanej części dworca urządzić noclegownię burmistrz Jolanta Piotrowska nie uznała za najlepszy.
— Jeżeli urządzimy taką noclegownię to zaraz będziemy mieli w Giżycku takie osoby z całej Polski — komentuje burmistrz. — I wtedy dopiero mielibyśmy wizytówkę miasta.
Kolejny pomysł to ograniczenie osób przebywających w poczekalni tylko do takich, które posiadają ważny bilet na pociąg lub autobus. Inni musieliby opuścić poczekalnię.
Sławomir Kędzierski
s.kedzierski@gazetaolsztynska.pl

