Puchar Europy na półmetku - relacja Adama Łożyńskiego

2015-04-30 13:27:45(ost. akt: 2015-04-30 13:32:09)
Puchar Europy - Portugalia

Puchar Europy - Portugalia

Autor zdjęcia: Arch. A.Łożyńskiego

Dziś rozpoczynamy trzeci dzień regat. Jest to moment w którym możemy już zacząć przewidywać końcowe rezultaty i ograniczyć swoje aspiracje. W sumie polskie barwy w Lagos reprezentujemy dwuosobowym składem. Ja jako młoda krew i powracający na jasną stronę mocy Janusz Sobczyk, który przez zimę nie próżnował i w tym sezonie z pewnością zaskoczy wiele osób w Pucharze Polski.
Wracając jednak do portugalskiej rywalizacji. Ja w zasadzie biję się wyłącznie o punkty Pucharu Europy, Janusz natomiast jako grand master ściga się w Mistrzostwach Świata i jak na razie zajmuje 5 miejsce. Wydawać by się mogło, że dookoła nas same mastersowe dziadki aczkolwiek trzeba przypomnieć, że chociażby jeden z nich Janis Preis, który pierwszego dnia też ulegał na trasie innemu Hiszpanowi kilkanaście dni temu zajął drugie miejsce w Mistrzostwach Świata Seniorów. Innymi słowy nie wiek lecz sprzęt i technika dyktują w naszej klasie kolejność na mecie.

Co do moich miejsce to dziś mogę już chyba powiedzieć, że wbić się do pierwszej dziesiątki będzie mi bardzo trudno. Muszę te regaty potraktować jako rozpływanie przed sezonem co mam nadzieję zaowocuje w późniejszych tegorocznych startach. W klasyfikacji generalnej zajmuję obecnie 16 miejsce. Miałem szanse na swój mistrzowski wyścig, którego niestety nie było mi dane dokończyć. Po pierwszym starcie utrzymywałem się w okolicach dziesiątej pozycji. Na drugim okrążeniu pośród szkwałów pojawiły się łaty bez wiatru. To zwiastowało problemy ciężkich zawodników a więc całej czołówki a jednocześnie dawało mi szanse na niecodzienny wynik. Stało się. Kilku zawodników stanęło na górnej boi a moje siedemdziesiąt kilogramów przy i tak dość krótkiej, kilkunastosekundowej pompie przeleciało nad górną boją i zacząłem już frunąć w dół na pełnym mając zaledwie kilkaset metrów do mety. Przede mną tylko jeden zawodnik za mną całą reszta. Motywacja wzrosła na tyle że gdyby wiatr siadł zupełnie to byłbym chyba w stanie przepompować resztę wyścigu. Niestety preferencje klasy są takie, że gdy większość stoi i kilku zawodników leci w ślizgu to taki wyścig w praktyce zostaje przerwany. Tak też stało się i tym razem a moje drugie miejsce zostało przekreślone. Szkoda ale nie pozostaje nic innego niż stanąć do walki w kolejnym biegu. Kolejny środowy wyścig został także przerwany więc na wszystkie cztery biegi puszczone przed przerwą tylko dwa zostały zaliczone.

Dziś prognozy wyglądają podobnie więc na wodę znów zabiorę moją jedenastometrową płachtę i będę się ścigał do wyczerpania ostatnich zapasów sił w rękach i nogach.

Na zakończenie dodam jeszcze tylko, że zawody w Lagos mają dość specyficzny klimat mianowicie wiatr zgodnie z prognozami przychodzi po godzinie piętnastej i dzięki doświadczonemu zespołowi sędziowskiemu, zachowującego pełen profesjonalizm nie kwitniemy w porcie od godziny dziewiątej i możemy się rano polenić, kiedy pierwszy start jest ustalany na godzinę czternastą. To nie tylko ułatwia naszą codzienna regenerację, ale stymuluje wieczorne życie towarzyskie na mieście. Trzeba przecież korzystać z życia?

Wyniki i aktualne wydarzenia z regat na http://www.formulawindsurfing.org

Pozdrawiam serdecznie z Lagos w Portugalii
Adam Łożyński (Wojskowa Akademia Techniczna, Giżycko)


2001-2024 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, Galindia Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5